praca ze sobą, ROZWÓJ OSOBISTY

Pozwól sobie nie mieć złego humoru – 3 sprawdzone sposoby

Najtrudniejsze w pozbyciu się złego nastroju jest pozwolenie sobie na pozbycie się go. Brzmi głupio albo absurdalnie? Zastanówmy się nad tym.

(Nie tak) fajnie jest mieć zły humor

Często mamy zły humor, bo ktoś nas odtrącił, był dla nas niemiły, coś nam się nie udało, nie osiągnęliśmy zamierzonego celu – ogólnie mówiąc, nie potoczyło się tak, jak powinno.

A jak powinno? Ano tak, jak my to sobie w głowie ułożyliśmy. I w żadnym wypadku inaczej. Bo jak będzie inaczej, to znaczy, że nam się nie udało i że w ogóle jesteśmy beznadziejni i nikt nas nie lubi. O, i na dodatek na pewno będziemy mieć zły dzień. A jeżeli to poniedziałek, to już przesądzone – zły tydzień.Uch, ale fajnie, skoro już mamy ustalone, że jest źle, to możemy się już zacząć babrać w odpowiednio ponurym nastroju. Bo jesteśmy tacy biedni, nieszczęśliwi oraz pokrzywdzeni przez innych i los.

Znacie ten schemat? Bo ja aż za dobrze. Ale, jak to zwykle bywa ze strefą komfortu, nawet najbardziej dręczącą – wybranie jej jest łatwiejsze, nie wymaga od nas nowych rozwiązań, znamy ją i nas niczym nie zaskoczy. Co z tego, że nie jest miło, nie możemy sobie przecież pozwolić na coś nowego.

Zły humor z poczucia obowiązku

Ja się niekiedy przyłapuję też na drugim schemacie, kiedy to w trudnej sytuacji zaczynam się nakręcać. Najczęściej na to, jak jestem pokrzywdzona przez niesprawiedliwość tego złego świata, który na pewno uwziął się na mnie. Bo przecież to nawet mam niejaki obowiązek pogrążać się w złych myślach i użalaniu się, bo przecież dramatyzm sytuacji mnie do tego zobowiązuje. Tak w końcu robią wszyscy. A co tam wszyscy, tak też przecież jest w wielu filmach i książkach. To aż niepoważne z mojej strony, żebym nie robiła dramatu z powodu braku telefonu od bliskich w dniu imienin, kolejnego odrzucenia kandydatury na nowe stanowisko, czy – o zgrozo! – złego słowa powiedzianego przez kogoś bliskiego w trakcie kłótni. Tylko czy aby na pewno tak jest?

Może jednak warto byłoby coś zmienić, pozwolić sobie na brak złego humoru i wypracować własne, nowe podejście do sprawy? I to tak gruntownie, tworząc nowe ścieżki już w momencie, w którym zaczynamy na coś reagować?

IMG_20160506_120556

Znudzenie i zmęczenie własnym narzekaniem

Najbardziej zadziwiające jest dla mnie to, że wchodząc w zły humor, sama siebie męczę. Och, jak ja mam dość siebie i tego narzekania. Najgorsze jest to, że jak zaczynam mówić komuś, że mi jest źle i wyjaśniać czemu, to tak naprawdę straszliwie nie chce mi się już o tym mówić. Serio, po prostu nie mam ani cierpliwości, ani siły. Ale robię to z automatu, nieświadomie i nieobecnie.

Od paru lat zawsze mam w takiej sytuacji w głowie myśl, że „po co ja to w ogóle robię?”. Co gorsze, nie tylko siebie nauczyłam tego schematu, ale i nauczyłam innych wchodzenia w mój schemat. To jest obustronna gra – ja zaczynam, a bliscy ją podejmują, niejako oczekując ode mnie żalów i płaczów.

Krok w dobrą stronę

Pierwszą rzeczą, którą warto w takim wypadku zrobić, jest po prostu nie rozgłaszać swoich nieszczęść wszem i wobec. W ten sposób po prostu będziemy mniej uwagi temu poświęcać, a to dobry początek.

Po drugie warto poćwiczyć i spróbować dostrzec granicę, za którą zaczyna się użalanie i rozczulania nad samym sobą. A tu zaczyna się większy problem – krok w stronę negatywnych uczuć jest łatwiejszy, bo zwykle mamy ogromne, obejmujące niemal całe życie, doświadczenie w wybieraniu go. Powodów, by pójść tą drogą mam wiele, oj wiele. A bo przecież „mam prawo mieć zły nastrój”, „negatywne emocje przecież są naturalne”, „muszę w końcu jakoś odreagować”, no i najlepsze: „obiektywnie patrząc, to powinnam mieć zły nastrój, bo przecież wszyscy w takiej sytuacji taki by mieli”. Itede itepe. Znajdzie się tego wiele.

A przecież tak nie jest. Oczywiście, mamy prawo do emocji czy smutku. Ale nie powinniśmy się w tym babrać. Powinniśmy pozwolić tym emocjom przejść przez nas. Przepuścić przez siebie, a nie memłać w sobie. Po co pozwalać, by to one determinowały nasz nastrój, nasz dzień?

Odpuścić (sobie)

Wiele czytałam o tym, by po prostu obserwować emocje. Popatrzeć, co się dzieje z naszym ciałem – czy odczuwamy gdzieś skurcze, ciepło, może sztywnienie mięśni. Na pewno coś się z tym ciałem dzieje. Po prostu obserwujemy, bez oceniania i komentowania w głowie. I w końcu odpuścimy.

Tak, to jest takie proste. Bo choć bardzo rzadko udało mi się to zrobić, to jednak parę razy udało i wiem 🙂

Zmiana negatywnego w pozytywne i konstruktywne

Możemy też pojawiające się emocje przemienić w coś pozytywnego (dla mnie to już dalszy, dużo trudniejszy krok, ale u innych może być inaczej).

Emocją da się pokierować, jeżeli założymy, że jest ona energią. Energią, którą zwykle zużywamy na płacz, krzyk i złośliwe uwagi. A możemy tę energię wykorzystać na coś innego, np. na. sprzątanie (jeżeli czujemy, że energii jest za dużo i musimy się jakoś rozładować) lub na zrobienie czegoś, co pomoże nam rozwiązać problem – wykonanie zaległego zadania, wysłanie aplikacji do innych firm/uczelni, naprawienie w końcu tych drzwiczek, pozmywanie nieszczęsnych naczyń, poszukanie odpowiedzi w internecie lub książkach. Dobrym sposobem jest też energiczny spacer, taniec, sport. Cokolwiek. Możliwości jest wiele.

IMG_20160329_105906

1 thought on “Pozwól sobie nie mieć złego humoru – 3 sprawdzone sposoby

Dodaj komentarz