MINDFULNESS, praca ze sobą, ROZWÓJ OSOBISTY

Czy na pewno nie masz korzyści ze swojej choroby?

Pamiętam moment, kiedy sama po raz pierwszy usłyszałam o tym, że być może mam jakieś korzyści z własnej przewlekłej choroby. Moją automatyczną reakcją było gwałtowne i bardzo silne zaprzeczenie. „Jak to, ja mam mieć z TEGO jakiekolwiek korzyści? Chyba na głowę upadłeś. Nic z tego nie mam i chcę jak najszybciej z tego wyjść!” Późniejsza refleksja i praca ze sobą pokazała mi jednak, jak bardzo byłam ślepa i nieświadoma.

Choroba nie jest stanem normalnym dla organizmu i jeżeli coś się dzieje w nas samych, powinniśmy poświęcić temu odpowiednio dużo uwagi. Niekiedy tej własnej uwagi możemy potrzebować w ogromnych ilościach, a czas na to poświęcony może trwać latami. Ale lepiej zacząć pracować ze sobą jak najszybciej, by dzięki temu wcześniej cieszyć się osiągniętym i wypracowanym zdrowiem.

Bardzo trudnym pytaniem, na które powinniśmy sami sobie i bardzo szczerze odpowiedzieć, jest: „Czy nie mam ze swojej choroby jakichkolwiek korzyści?”. Używam terminu „korzyści”, ale możemy to nazwać na dowolny sposób, jak nam samym będzie odpowiadać. Właściwszym określeniem będzie zwrot „negatywne korzyści„. Ja za takie uznaję rzeczy, które dzięki przewlekłej (i pewnie każdej innej, nawet rutynowo powracającemu przeziębieniu) chorobie mogę osiągnąć. Brzmi głupio i nie ma to żadnego sensu? Tylko pozornie.

IMG_20160807_200822

Negatywne korzyści

By łatwiej zobrazować, jakie negatywne korzyści przynieść może choroba, nawet ta ciężka i przewlekła, podam kilka przykładów ze swojego doświadczenia.

Choroba, której doświadczałam, bywała niekiedy nieznośna, krępująca i uciążliwa, potrafiła w ekstremalnych przypadkach doprowadzić do parotygodniowego pobytu w szpitalu, ale z reguły dało się z nią żyć i nie objawiała się ona znowu tak często. Nie brzmi zbyt fajnie, co? Więc gdzie tu można znaleźć korzyści? Ano można:

  • W szkole i na studiach nie musiałam chodzić na lekcje wf. Choć lubię wysiłek fizyczny i na co dzień staram się uprawiać jakieś sporty, to wf uważałam za nudny i bezsensowny, więc po prostu dostawałam na niego zwolnienie.
  • Chorowanie było pożywką dla ego – dotyczy ona wyjątkowo wrażliwych ludzi, a zapada na nią tylko niecały 1% ludzkości. Taki elitarny klub.
  • Kiedy miałam objawy, wszyscy traktowali mnie z wyjątkową delikatnością i uważnością.
  • Zawsze miałam dobrą wymówkę. Jak czegoś mi się po prostu nie chciało, to mogłam powiedzieć – choć nie jest to uzasadnione – „no ale ja jestem przewlekle chora i nie będę tego robić”.
  • I wreszcie, co chyba jest tak naprawdę najważniejsze – mogłam się nad sobą do woli użalać. A to misie lubią najbardziej.

Uf, sporo.

Jak odróżnić negatywne korzyści od wynoszenia z choroby czegoś pozytywnego?

Szukając negatywnych korzyści, bardzo ciężko jest je odróżnić od pozytywnych. Pozytywnym czerpaniem z choroby jest wszystko to, co prowadzi nas do samorozwoju. Np. jedną z tych dobrych stron jest fakt, że choroba zwróciła moją uwagę na własne ciało i umysł oraz na własne potrzeby. Zaczęłam zdrowo żyć i się odżywiać, szanuję samą siebie i staram się w siebie wsłuchiwać. Staram się dbać o najbliższych i dzielić ze wszystkimi zainteresowanymi wiedzą, która do tej pory zdobyłam lub inspirować do szukania. W dalszej konsekwencji założyłam tego bloga. A to wszystko jest moim zdaniem bardzo dobre.

Negatywną korzyścią jest to, co nie pozwala nam porzucić choroby. Coś takiego, co wydaje nam się, że stracimy razem z chorobą. Najczęściej taki strach jest nieświadomy i podświadomy. Np. „jeżeli przestanę chorować, to najbliżsi nie będą zwracać na mnie tyle uwagi i będą mnie mniej kochać, albo w ogóle stanę się im obojętny”. Pamiętajmy, że zwykle z negatywnych korzyści zupełnie nie zdajemy sobie sprawy.

Co dalej robić z negatywnymi korzyściami?

Najważniejsze jest uświadomienie ich sobie. Choć brzmi to banalnie, jest to pierwszy i niezwykle ważny krok. Już samo dostrzeżenie zjawiska zwraca na nie naszą uwagę.

Po drugie, jeżeli chcemy to przepracować i nie jesteśmy w stanie tego po prostu odpuścić, możemy zadać sobie kilka różnych pytań, dotykających innych aspektów:

  • Weźmy za przykład negatywną korzyść, jaką jest zwracanie na siebie uwagi. Choroba powoduje, że nasi bliscy o nas dbają, pamiętają i w miarę możliwości pomagają. Ale zastanówmy się: Czy rzeczywiście jest nam ta uwaga, delikatność i opieka tak bardzo potrzebna? Czy autentycznie sprawia nam przyjemność? Przecież niekiedy jest ona przesadna i wolelibyśmy, by inni nie udzielali nam rad i nie drżeli nad każdym naszym postępkiem.
  • Jeżeli jednak rzeczywiście czujemy, że brak nam jest tej uwagi w życiu codziennym, że potrzebujemy gromadzić bliskich wokół siebie, to spójrzmy na sprawę z innej perspektywy. Czy moglibyśmy uzyskać taką atencję w inny sposób? Np. robiąc dobrze to, czym się na co dzień zajmujemy np. zawodowo? Albo po prostu organizując np. dwa razy w miesiącu niedzielne obiady rodzinne, podczas których będziemy dużo ze sobą rozmawiać, spędzać wspólnie czas i wzajemnie sobie pomagać. A może nie tutaj szukamy i, zamiast na siłę ciągnąć jakieś przyjaźnie, po prostu odpuśćmy? Spójrzmy, czy gdzie indziej nie znajdziemy tego, na czym nam zależy.
  • Albo może musimy zauważyć, że nasi najbliżsi tak naprawdę poświęcają nam dużo uwagi i serca niezależnie od stanu naszego zdrowia? Że nie potrzebujemy zabiegać o ich względy w żaden sposób i jeżeli będziemy zdrowi, to tak naprawdę w samej istocie rzeczy nic się nie zmieni.

Ale może tak naprawdę nie chodzi nam o to, by zdobyć uwagę innych. Być może to nasze ciało i podświadomość w ten sposób upominają się o zainteresowanie się samym sobą.

 

Historia każdego jest inna i co innego wywołuje chorobę, lub raczej czego innego objawem jest dana choroba. Wskazówek i odpowiedzi musimy udzielać sobie niestety sami, ale gra jest warta świeczki. Ja sama jeszcze pracuję ze swoją przypadłością i szukam sposobu na rozwiązanie tej zagadki. I codziennie jestem coraz bliżej, czego życzę i Tobie 🙂

5 thoughts on “Czy na pewno nie masz korzyści ze swojej choroby?

  1. Wielka prawda, dziękuję za ten wpis, doskonale zdaje sobie sprawę, na przykładzie bliskiej mi osoby, że korzyści z choroby mogą być tak ogromne, że bycie zdrową i konieczność sprostania wymaganiom świata jest nieproporcjonalna, zatem lepiej jest chorować dla niektórych osób. Świadomie lub podświadomie.

    1. To prawda, rzeczywiście choroba może być taką ucieczką albo wręcz schronieniem przed wyzwaniami codzienności – nawet tymi najprostszymi i najbardziej codziennymi.
      PS Coś chyba mam źle ustawione w powiadomieniach, bo nie dostaję informacji o pojawiających się komentarzach. Dziękuję, naprawdę jest mi ogromnie przyjemnie z powodu miłych słów 🙂

Dodaj komentarz