praca ze sobą, ROZWÓJ OSOBISTY

Kiedy czymś się martwię – moja podstawa pracy ze sobą

Na początek chciałabym podzielić się z Wami najważniejszą zasadą, którą próbuję kierować się w życiu. Chciałabym powiedzieć „kieruję się”, ale bywa różnie. Jest niezwykle prosta, a mimo to trochę czasu mija, zanim uda nam się ja wprowadzić w życie. A warto!

dwaptania (2)

Do rzeczy

Całość sprowadza się do dwóch pytań, które zadajemy sobie ZAWSZE kiedy się czymś martwimy:

  1. Czy warto się tym problemem w tej chwili martwić?
  2. Czy mogę coś z tym problemem zrobić?

Chcecie więcej konkretów? To po kolei

Czy warto się tym problemem w tej chwili martwić?

Nie warto. Po prostu nie. Bo co to dobrego może przynieść? Czy coś zmieni? Poprawi nam nastrój? Polepszy sytuację? Da nam siłę na to, by coś zdziałać? Czy warto jest poświęcać na zmartwienia czas, który moglibyśmy spędzić na czymś miłym czy po prostu – neutralnym emocjonalnie? Nie, nie i jeszcze raz nie. Na wszystko jest odpowiedź „nie”. No to po co?

Ach, i nie wolno mylić martwienia się z szukaniem rozwiązania. Martwienie się to memłanie problemu w sobie ciągle i ciągle. A szukanie rozwiązania kończy się zawsze albo pomysłem na rozwiązanie, albo wnioskiem, że nic nie da się zrobić. I tu dochodzimy do drugiego pytania.

Czy mogę coś z tym problemem zrobić?

Mogę? To robię! I się nie martwię dalej, bo teraz pozostaje mi juz tylko co najwyżej czekać na rozwój sytuacji. Co będzie, zobaczę. I nie zakładam czarnych scenariuszy – bo i tak nie wiem, co będzie i nie na wszystko moge się przygotować. A skoro coś robię, żeby poprawić sytuację czy rozwiązać problem, to chyba z intencją, że się powiedzie, prawda?

Nie mogę? No to nie mogę i basta. Moje martwienie się i tak nie pomoże. Odpuszczam.

Zachęcam do pobrania grafiki 🙂

Follow my blog with Bloglovin

6 thoughts on “Kiedy czymś się martwię – moja podstawa pracy ze sobą

Dodaj komentarz