MINDFULNESS, praca ze sobą, ROZWÓJ OSOBISTY

Istotą jest łączenie – mindfulness i błąd w praktyce

Wstałam dziś w dziwnym nastroju, w którym odczuwa się niepokój, niezadowolenie i dziwną pustkę. Ma się ochotę coś zrobić albo może i nie, chce się czymś zająć, ale brak mobilizacji. Jest to ulubiony stan mojego mózgu, który w tym momencie nastawia się na najfajniejsze zadanie wszech czasów: „Znajdź powód do zamartwiania się”. Na podorędziu ma kilka aktualnych i autentycznych problemów, kilka spraw do rozwiązania i oczywiście najlepsze i najbardziej pociągające – wydarzenia sprzed lat. Niemiłe słowa, własne błędy i kompromitujące sytuacje, jak głupota powiedziana podczas egzaminu u wykładowcy, który spodziewał się czegoś lepszego czy zsikanie się w łóżko na obozie dla 7- i 8-letnich dzieci. No sama frajda.

W takim właśnie nastroju trafiłam na ciekawy sposób radzenia sobie z nim i odkryłam wielki i chyba bardzo prosty błąd w praktyce mindfulness.

Złe emocje też się liczą

Rick Hanson w książce Szczęśliwy mózg (szczęśliwie trafiła w moje ręce akurat dziś) pisze o 4 kluczowych zasadach dla osiągnięcia tytułowego stanu. Jedna z nich brzmi:

(…) pozytywne doświadczenia łącz z negatywnymi tak, by łagodziły negatywne bądź nawet całkowicie je zastępowały (…)*

I nagle łup! Olśnienie! Zawsze praktykując mindfulness i inne praktyki medytacyjno-psychologiczne, używałam ich jako swego rodzaju spychaczki dla negatywnych myśli i stanów umysłu czy emocji. A tu taki psikus. Ok, no to spróbuję.

Ławka, słońce, wciągająca książka w ręku, bawiące się obok dzieci, zieleń wkoło. Fajnie tu. A co się stanie, jeżeli będąc w stanie cieszenia się tą chwilą, świadomie połączę to miłe odczucie z doświadczanym zmartwieniem?

Eksperyment się udał i – co ważniejsze – urojony problem „pozostał” ale nie robił już na mnie takiego wrażenia, mogłam mu się przyjrzeć na spokojnie i pozwolić mu być tyle, ile potrzeba – ani krócej (spychanie) ani dłużej (babranie się w tym), tak akurat. Praktykując mindfulness zapomniałam, że złe emocje też należą do tego, co powinnam obserwować i po prostu zaakceptować jako obecne w tej krótkiej chwili i w każdej po niej następującej.

Niby nic, ale… Może moje wielkie-małe odkrycie i wykryty błąd Wam też pomogą 🙂

PS Nie wiem, czy to właśnie autor miał na myśli, bo dopiero czytam wstęp. Przekonam się później.

 


* Rick Hanson, Szczęśliwy mózg, GWP 2017, s. 14

Dodaj komentarz