o książkach, ROZWÓJ OSOBISTY

Czytać świadomie, czyli czytać a nie uciekać od rzeczywistości

Będzie trochę kontrowersyjnie, dlatego uprzedzam: nie zamierzam nikogo zniechęcać do czytania, a jedynie pokazać, że można robić to lepiej i z większą świadomością.

Kiedyś byłam osobą, która nie wychodziła z domu bez czegoś do czytania. Zdarzało mi się nawet kupować maleńkie książeczki nieznanych mi autorów tylko po to, by zmieściły się w naprawdę niewielkich torebeczkach, takich na portfel, klucze i ewentualnie telefon. Czytałam wszędzie i zawsze – w komunikacji miejskiej, w poczekalni u fryzjera, przy jedzeniu, a nawet stojąc w kolejce do kasy lub wykonując proste ćwiczenia, takie jak rozciąganie. Bo wydawało mi się, że po pierwsze – będę mądrzejsza i (trudno się przyznać nawet po latach) fajniejsza. Do tego dochodziła jeszcze kwestia rzekomego marnowania czasu na „nicnierobienie”.

Teraz myślę trochę inaczej. I choć nadal czytam bardzo dużo, to podchodzę do tego lepiej. Chcecie się dowiedzieć, dlaczego nie warto czytać zawsze, wszędzie i w niemal każdej wolnej chwili, a także jak czytać, by mieć z tego większą przyjemność?

IMG_20160528_150143

Czemu nie lubię czytania na urywki?

Czytając krótkie fragmenty gdzieś w biegu, w kolejce czy na przystanku, trudniej jest się połapać w akcji. Nie wczuwamy się w książkę tak, jakbyśmy chcieli, ciągle się rozpraszamy i tracimy wątek. To tak na początek. A w ten sposób wiele tracimy jako czytelnicy, bo nie mamy prawdziwego kontaktu z książką. Ale jest jeszcze drugi aspekt, dla mnie dużo ważniejszy:

Czytając na urywki ani nie wchodzimy tak naprawdę w świat książki, ani, co gorsze, nie przebywamy w świecie naszej codzienności. Zajmujemy mózg coraz to innymi tematami, każąc mu co chwilę przeskakiwać z jednego w drugie i nie dając wytchnienia. Jednocześnie próbujemy żyć w dwóch rzeczywistościach, nie będąc w żadnej, zwłaszcza w tej realnej. I nie mówię tu o naszych myślach, dialogach przeprowadzanych w głowie i interpretacjach, ale o byciu w świecie, który nas otacza, o doświadczaniu go oraz o prawdziwym obcowaniu z innymi. A myślę, że brak obecności w tym, co robimy i w tym, jak żyjemy, to źródło większości problemów.

Długo uczyłam się, by nie brać zawsze ze sobą książki. A i do tej pory nierzadko mam taką pokusę. Mimo wszystko udaje mi się i myślę, że to między innymi dzięki zostawieniu lektury w domu odkryłam, że jazda autobusem i wyglądanie przez okno to sama przyjemność. Że czekanie na kogoś, nawet pół godziny i to gdzieś w umówionym punkcie na ulicy, może być ciekawe, a niekiedy fascynujące – obserwowanie ludzi (tu zawsze się coś dzieje!), cieszenie się ze słońca świecącego albo prosto na nas, albo w ciekawy sposób rozjaśniającego okoliczne drzewa i budynki, czy po prostu rozglądanie się w koło – być może zobaczę coś, co mnie zaciekawi czy zainspiruje? W ten sposób uczę się uważności.

Pozwolenie sobie na niezajmowanie swojej głowy jakimś tekstem lub grą na telefonie to oczyszczanie umysłu. Nie musimy być w ciągłym stanie skupienia, wytężonej uwagi i wyobraźni. Nasz mózg potrzebuje spokoju – a gdy go otrzyma, odwdzięczy się dobrym pomysłem.

 

Zatem jak czytam?

Przede wszystkim codziennie. Minimum 30 minut, ale zwykle poświęcam na książkę lub czasopismo dużo więcej czasu.

Po drugie: bez rozpraszania się. Gdy czytam, skupiam się tylko na książce – nie robię sobie przerw na przeglądanie internetu czy esemesowe pogaduszki. Oczywiście niekiedy wymienię się jakąś uwagą z mężem, ale to raczej nieczęsto.

I chyba najważniejsze: daję sobie przestrzeń i czas. Po książkę sięgam wtedy, kiedy wiem, że raczej nic nie będzie mi przeszkadzać. Staram się, by były to miejsca wygodne, ale raczej „neutralne”, gdzie niekoniecznie czuję potrzebę bycia i doświadczania. Najczęściej jest to łóżko i pora tuż przed położeniem się spać, kanapa lub fotel na balkonie w trakcie odpoczynku po wieczornym posiłku, cichy przedział w pociągu dalekobieżnym, a czasami wygodne miejsce gdzieś w plenerze („czasami”, bo z reguły wśród natury wolę po prostu być).

 

Korzyści z odpuszczania i czytania tylko w pewnych określonych warunkach

Więcej doświadczam. Kiedyś uwielbiałam leżenie w wannie z książką w ręku. Teraz myślę, że takie połączenie to strata kąpieli – czytając, przenoszę się do innego świata i nie odczuwam już tak dużej przyjemności z ciepłej wody, przyjemnego zapachu olejku i ciszy wokół.

Nie tylko bardziej wczuwam się w daną książkę, ale też lepiej ją rozumiem. Mam czas na to, by ją przemyśleć, wyczuć styl autora i zrozumieć niuanse narracji.

Mam więcej czasu dla siebie. Zrozumiałam, że jeżeli coś robić, to tylko jakościowo. Na przykład więcej korzyści odnoszę, jeżeli w trakcie rozciągania koncentruję się wyłącznie na swoim ciele lub gdy u fryzjera, zamiast przeżywać przygody bohaterów, skupiam się na tym, czego właściwie od tego fryzjera chcę.

Nie mam poczucia, że marnuję czas. Przestałam czuć przymus ciągłego bycia lepszą. Jeżeli w danym miesiącu przeczytam tylko jedną książkę, to nie będzie to żadną porażką. Wiem, że przeczytałam ją z maksymalną uwagą i zrozumieniem, na jakie było mnie stać. A to dużo ważniejsze niż zaliczenie nawet kilkunastu pozycji w miesiącu.

Odnoszę więcej przyjemności z czytania. Bo o ileż lepiej jest się przenieść na godzinę czy dwie do świata dobrej książki, niż wchodzić do niego często, ale tylko na kilka minut? To trochę jak różnica między nawet najlepszym kebabem podgryzanym w biegu, gdzieś pomiędzy przystankiem a domem, a obiadem jedzonym w tureckiej restauracji, gdzie na stole leży mnóstwo przekąsek, ciepłych past warzywnych, mięs, rodzajów sosów, chrupiących i jeszcze parujących chlebków, mocnej i słodkiej herbaty w stylu arabskim, w otoczeniu przyjemnych kolorów bogato zdobionych poduszek, materiałów i wyszukanej etnicznej zastawy stołowej, a na dodatek w ulubionym towarzystwie najbliższych. I jeszcze z nastrojową, cichą muzyką w tle. No jest różnica.

IMG_20160530_081647

 

3 thoughts on “Czytać świadomie, czyli czytać a nie uciekać od rzeczywistości

  1. […] Odpoczynek w ciszy. Tak, dobrze przeczytaliście w pierwszej części posta: rozrywki też może być za dużo. Dobra zabawa nierzadko wcale nie jest dla nas relaksująca, a dużo częściej wręcz męcząca i na pewno nie dająca wytchnienia naszemu umysłowi. A ten przecież potrzebuje po prostu wyciszenia, by móc w pełni funkcjonować. O tym, czemu warto więcej wypoczywać od wszelkiego rodzaju bodźców, nawet tak wartościowego jak czytanie książek, pisałam tu: >>>Czytać świadomie, czyli czytać a nie uciekać od rzeczywistości<<<. […]

Dodaj komentarz